Dwie prawdy ku zrozumieniu świata

Jest takie powiedzenie: W zdrowym ciele, zdrowy duch. Gdy fizycznie czujemy się dobrze, to i psychicznie dajemy radę. W drugą stronę też to działa, a nawet lepiej. Jeśli nasza psychika jest mocna i nie zamęczają nas stresy oraz zmartwienia, to i nasze ciało lepiej funkcjonuje.

Tak więc najlepiej równocześnie dbać o sferę duchową i fizyczną. Ale to jeszcze nic odkrywczego i nie o takie prawdy chodzi w tytule.

Jak być zdrowym fizycznie i odpornym na choroby ? Ludzki organizm to skomplikowane urządzenie i powinien dostawać dobre paliwo, z którego wytworzy energię potrzebną do życia. Czym gorsze paliwo, tym mniej energii, a straty energii na jej wytworzenie też mogą być duże. Stratami mało kto się zajmuje. Zdecydowana większość tzw. diet skupia się wyłącznie na ilości kalorii oraz składników odżywczych jak białko, tłuszcz, węglowodany, minerały i witaminy. Wiadomo ile energii dostarczy jabłko czy jajko.

Jednak czy ma znaczenie czy to jabłko będzie świeżo zerwane z drzewa, czy też przeleży   w chłodni całą zimę ? Ile energii dostarczy jajko świeże, a ile po 20 dniach leżenia w chłodni ?

Jak przysłuży się nam woda mineralna z plastikowej butelki, która stoi w niej kilka miesięcy, a jak woda ze studni lub źródła ? Powstaje więc zagadnienie zawartości energii w pożywieniu i wodzie w funkcji czasu.

Nie będzie to już energia mierzona jednostkami kalorii, czy będzie to zatem jakaś inna forma energii, o którą pytaliśmy już we wcześniejszym tekście pt. „Wpływ żywienia na emocje” ?

Za odpowiedź doskonale może służyć artykuł dostępny pod linkiem:

https://elmoryah.blogspot.com/search?q=skala+biowitalno%C5%9Bci

Mowa tu o biowitalności, którą mierzy się jednostkami Bovisa.

„Znany holender Robert H. Steelooper powiedział, że produkty żywnościowe o wartości poniżej 7 000 w skali Bovisa pobierają energię  z organizmu, przez co człowiek staje się bardziej podatny na choroby. Produkty powyżej 7500 jednostek Bovisa wpływają pozytywnie na organizm, dostarczając mu energii i witalności, co w konsekwencji doprowadza do zwiększenia odporności. Jeżeli spożywamy produkty żywnościowe zawierające powyżej 9 jednostek w skali Bovisa, nasz organizm poddawany jest działaniu terapeutycznemu, oczyszczeniu i uzdrowieniu.”

Więcej: http://metoda-silvy.blogspot.com/2015/04/pomiar-energii-zyciowej.html#ixzz6YIonFGy4

Szukając w internecie informacji kim był czy jest ten „znany holender” na różnych stronach polskich oraz zagranicznych znalazłem dokładnie ten sam cytat, jak gdyby każdy go skądś skopiował. Na temat Steeloopera nie znalazłem nic, tak więc nadal nie wiem gdzie on jest taki znany ?

Natomiast sporo informacji  obrazujących biowitalność żywności można przeczytać tu:

https://www.bogutynmlyn.pl/deska-do-krojenia-z-drzewa-kamforowego-qi-board-25×35-cm-typ-b1-wzor-1-amanprana.html

Lektura opisu deski do krojenia jak w powyższym linku daje wiele do myślenia oraz może prowadzić do wręcz skrajnych wniosków. Jeśli plastik „wyciąga” biowitalną energię              z pokarmu, to co jest warta woda w butelkach PET i bidonach, suplementy w plastikowych pojemniczkach, czy też wszystkie plastikowe opakowania do przechowywania żywności ?

Należy tu przytoczyć również głos krytyczny, choć dotyczy on bardziej oceny miejsc na ziemi wg radiestezji klasycznej: http://www.radiestezjatomaszsitkowski.pl/Dwie_rozne_Radiestezje.pdf

Z powyższych informacji powiało sceptycyzmem w stosunku do teorii biowitalności w skali Bovisa, trzeba jednak przyznać, że jest w tym logika. Należy też zdać sobie sprawę  z tego, że w nauce czy paranauce zdarza się, że oczywiste prawdy po latach okazują się fałszywe oraz, że są jeszcze te w ogóle nie odkryte.

Idąc jednak dalej tropem teorii biowitalności wg skali Bovisa, można wytłumaczyć dlaczego ludzie chorują przewlekle i są słabsi niż byli w dawnych czasach, gdy wodę pili ze studni lub źródła, nie było tworzyw sztucznych, a żywność była zjada świeża lub po naturalnym zakonserwowaniu (kiszenie, marynowanie, suszenie).

Można wytłumaczyć dobre efekty wszystkich diet opierających się na świeżych owocach     i warzywach, w tym popularnej diety dr Dąbrowskiej, a nawet diety paleo.

Teoria biowitalności może również służyć wyjaśnieniu jak żyją tzw. breatharianie, czyli ludzie odżywiający się powietrzem a raczej energią w nim zawartą.

Lecz uwaga, abyśmy nie zabrnęli we wnioskach za daleko, czyli że wszystko co świeże i surowe jest najzdrowsze, to trzeba też spojrzeć na przygotowywanie posiłków  z drugiej strony. Ze strony, która ma wielotysięczną tradycję w dalekowschodnich krajach jak Chiny, Indie, Japonia. Człowiek wynalazł (dostał) ogień po to, aby móc uczynić żywność łatwiej strawną i bardziej energetyczną. Trudno bowiem sobie wyobrazić, aby w chłodnym czy zimnym klimacie człowiek jadł zimną surowiznę. Potem okazało się, zapewne w wyniku setek lat obserwacji, że długie gotowanie na ogniu czyni takie potrawy jak wieloskładnikowe zupy, bardzo odżywczymi. Narodziła się teoria Pięciu Przemian, w której element ognia jest jednym z pięciu żywiołów, które powinny być obecne w gotowanym posiłku. Zresztą   w przypadku mięsnych wywarów, czyli rosołów nie trzeba sięgać aż do Chin, bo i w Polsce tradycja ich gotowania jest bardzo długa i polecana (np. dieta Ojca Klimuszko).

Tak więc małe podsumowanie: jedzmy jak najbardziej świeże warzywa i owoce, świeżą wodę (o to już najtrudniej, ale można energetyzować wodę), świeże jajka i ryby, natomiast  w zimnych okresach osoby o słabej konstytucji powinny posilać się gotowanymi potrawami wieloskładnikowymi. Nie powinniśmy również zapominać o wszelkich produktach fermentowanych jak kiszonki, jogurty, sery, zakwasy.

Przykład złego jedzenia, które wyssie z Was energię: biały ryż ugotowany  w woreczku, potem wsadzony do plastikowego pojemniczka i odgrzany w kuchence mikrofalowej.

Kolej na drugą prawdę. Prawdę, która mam nadzieję stanie się pomocna dla osób wierzących w Boga. Temat poruszyłem już w tekście „Gdzie jest Bóg”. Osobom zmagającym się z własnymi słabościami, porażkami i grzechami być może łatwiej będzie je pokonać, jeśli uświadomią sobie, że Bóg jest w nich, w środku, w sercu. To zamiast myśleć, że Bóg jest gdzieś daleko na zewnątrz, który może patrzy lub nie patrzy co robimy, mówimy. Jeśli On jest gdzieś w niebie to może nie wszystko widzi, może nie zna naszych myśli. Natomiast, gdy przyjmiemy, że Bóg jest bardzo, bardzo blisko i patrzy przez nasze oczy na świat, to taki punkt widzenia będzie nas zobowiązywał do dobrych zachowań.

Możecie odbierać to jako dużą zmianę, bo przecież modlicie się do Boga, który jest w niebie. Poprzez róże formy przekazu mamy wpojone, że Bóg jest gdzieś ponad Ziemią. Równocześnie, jeśli przypomnimy sobie, że przyjmujemy ciało Chrystusa podczas Komunii Świętej, to uświadomimy sobie, że proponowany sposób myślenia nie jest wcale jakiś rewolucyjny. Co więcej nawet stare powiedzenie „Nie masz Boga w sercu” nabierze sensu  w drugą dobrą stronę.

Napiszcie proszę w komentarzach czy dla kogoś stał się pomocny taki punkt widzenia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *