Archiwum kategorii: filozofia życia

Dwie prawdy ku zrozumieniu świata

Jest takie powiedzenie: W zdrowym ciele, zdrowy duch. Gdy fizycznie czujemy się dobrze, to i psychicznie dajemy radę. W drugą stronę też to działa, a nawet lepiej. Jeśli nasza psychika jest mocna i nie zamęczają nas stresy oraz zmartwienia, to i nasze ciało lepiej funkcjonuje.

Tak więc najlepiej równocześnie dbać o sferę duchową i fizyczną. Ale to jeszcze nic odkrywczego i nie o takie prawdy chodzi w tytule.

Jak być zdrowym fizycznie i odpornym na choroby ? Ludzki organizm to skomplikowane urządzenie i powinien dostawać dobre paliwo, z którego wytworzy energię potrzebną do życia. Czym gorsze paliwo, tym mniej energii, a straty energii na jej wytworzenie też mogą być duże. Stratami mało kto się zajmuje. Zdecydowana większość tzw. diet skupia się wyłącznie na ilości kalorii oraz składników odżywczych jak białko, tłuszcz, węglowodany, minerały i witaminy. Wiadomo ile energii dostarczy jabłko czy jajko.

Jednak czy ma znaczenie czy to jabłko będzie świeżo zerwane z drzewa, czy też przeleży   w chłodni całą zimę ? Ile energii dostarczy jajko świeże, a ile po 20 dniach leżenia w chłodni ?

Jak przysłuży się nam woda mineralna z plastikowej butelki, która stoi w niej kilka miesięcy, a jak woda ze studni lub źródła ? Powstaje więc zagadnienie zawartości energii w pożywieniu i wodzie w funkcji czasu.

Nie będzie to już energia mierzona jednostkami kalorii, czy będzie to zatem jakaś inna forma energii, o którą pytaliśmy już we wcześniejszym tekście pt. „Wpływ żywienia na emocje” ?

Za odpowiedź doskonale może służyć artykuł dostępny pod linkiem:

https://elmoryah.blogspot.com/search?q=skala+biowitalno%C5%9Bci

Mowa tu o biowitalności, którą mierzy się jednostkami Bovisa.

„Znany holender Robert H. Steelooper powiedział, że produkty żywnościowe o wartości poniżej 7 000 w skali Bovisa pobierają energię  z organizmu, przez co człowiek staje się bardziej podatny na choroby. Produkty powyżej 7500 jednostek Bovisa wpływają pozytywnie na organizm, dostarczając mu energii i witalności, co w konsekwencji doprowadza do zwiększenia odporności. Jeżeli spożywamy produkty żywnościowe zawierające powyżej 9 jednostek w skali Bovisa, nasz organizm poddawany jest działaniu terapeutycznemu, oczyszczeniu i uzdrowieniu.”

Więcej: http://metoda-silvy.blogspot.com/2015/04/pomiar-energii-zyciowej.html#ixzz6YIonFGy4

Szukając w internecie informacji kim był czy jest ten „znany holender” na różnych stronach polskich oraz zagranicznych znalazłem dokładnie ten sam cytat, jak gdyby każdy go skądś skopiował. Na temat Steeloopera nie znalazłem nic, tak więc nadal nie wiem gdzie on jest taki znany ?

Natomiast sporo informacji  obrazujących biowitalność żywności można przeczytać tu:

https://www.bogutynmlyn.pl/deska-do-krojenia-z-drzewa-kamforowego-qi-board-25×35-cm-typ-b1-wzor-1-amanprana.html

Lektura opisu deski do krojenia jak w powyższym linku daje wiele do myślenia oraz może prowadzić do wręcz skrajnych wniosków. Jeśli plastik „wyciąga” biowitalną energię              z pokarmu, to co jest warta woda w butelkach PET i bidonach, suplementy w plastikowych pojemniczkach, czy też wszystkie plastikowe opakowania do przechowywania żywności ?

Należy tu przytoczyć również głos krytyczny, choć dotyczy on bardziej oceny miejsc na ziemi wg radiestezji klasycznej: http://www.radiestezjatomaszsitkowski.pl/Dwie_rozne_Radiestezje.pdf

Z powyższych informacji powiało sceptycyzmem w stosunku do teorii biowitalności w skali Bovisa, trzeba jednak przyznać, że jest w tym logika. Należy też zdać sobie sprawę  z tego, że w nauce czy paranauce zdarza się, że oczywiste prawdy po latach okazują się fałszywe oraz, że są jeszcze te w ogóle nie odkryte.

Idąc jednak dalej tropem teorii biowitalności wg skali Bovisa, można wytłumaczyć dlaczego ludzie chorują przewlekle i są słabsi niż byli w dawnych czasach, gdy wodę pili ze studni lub źródła, nie było tworzyw sztucznych, a żywność była zjada świeża lub po naturalnym zakonserwowaniu (kiszenie, marynowanie, suszenie).

Można wytłumaczyć dobre efekty wszystkich diet opierających się na świeżych owocach     i warzywach, w tym popularnej diety dr Dąbrowskiej, a nawet diety paleo.

Teoria biowitalności może również służyć wyjaśnieniu jak żyją tzw. breatharianie, czyli ludzie odżywiający się powietrzem a raczej energią w nim zawartą.

Lecz uwaga, abyśmy nie zabrnęli we wnioskach za daleko, czyli że wszystko co świeże i surowe jest najzdrowsze, to trzeba też spojrzeć na przygotowywanie posiłków  z drugiej strony. Ze strony, która ma wielotysięczną tradycję w dalekowschodnich krajach jak Chiny, Indie, Japonia. Człowiek wynalazł (dostał) ogień po to, aby móc uczynić żywność łatwiej strawną i bardziej energetyczną. Trudno bowiem sobie wyobrazić, aby w chłodnym czy zimnym klimacie człowiek jadł zimną surowiznę. Potem okazało się, zapewne w wyniku setek lat obserwacji, że długie gotowanie na ogniu czyni takie potrawy jak wieloskładnikowe zupy, bardzo odżywczymi. Narodziła się teoria Pięciu Przemian, w której element ognia jest jednym z pięciu żywiołów, które powinny być obecne w gotowanym posiłku. Zresztą   w przypadku mięsnych wywarów, czyli rosołów nie trzeba sięgać aż do Chin, bo i w Polsce tradycja ich gotowania jest bardzo długa i polecana (np. dieta Ojca Klimuszko).

Tak więc małe podsumowanie: jedzmy jak najbardziej świeże warzywa i owoce, świeżą wodę (o to już najtrudniej, ale można energetyzować wodę), świeże jajka i ryby, natomiast  w zimnych okresach osoby o słabej konstytucji powinny posilać się gotowanymi potrawami wieloskładnikowymi. Nie powinniśmy również zapominać o wszelkich produktach fermentowanych jak kiszonki, jogurty, sery, zakwasy.

Przykład złego jedzenia, które wyssie z Was energię: biały ryż ugotowany  w woreczku, potem wsadzony do plastikowego pojemniczka i odgrzany w kuchence mikrofalowej.

Kolej na drugą prawdę. Prawdę, która mam nadzieję stanie się pomocna dla osób wierzących w Boga. Temat poruszyłem już w tekście „Gdzie jest Bóg”. Osobom zmagającym się z własnymi słabościami, porażkami i grzechami być może łatwiej będzie je pokonać, jeśli uświadomią sobie, że Bóg jest w nich, w środku, w sercu. To zamiast myśleć, że Bóg jest gdzieś daleko na zewnątrz, który może patrzy lub nie patrzy co robimy, mówimy. Jeśli On jest gdzieś w niebie to może nie wszystko widzi, może nie zna naszych myśli. Natomiast, gdy przyjmiemy, że Bóg jest bardzo, bardzo blisko i patrzy przez nasze oczy na świat, to taki punkt widzenia będzie nas zobowiązywał do dobrych zachowań.

Możecie odbierać to jako dużą zmianę, bo przecież modlicie się do Boga, który jest w niebie. Poprzez róże formy przekazu mamy wpojone, że Bóg jest gdzieś ponad Ziemią. Równocześnie, jeśli przypomnimy sobie, że przyjmujemy ciało Chrystusa podczas Komunii Świętej, to uświadomimy sobie, że proponowany sposób myślenia nie jest wcale jakiś rewolucyjny. Co więcej nawet stare powiedzenie „Nie masz Boga w sercu” nabierze sensu  w drugą dobrą stronę.

Napiszcie proszę w komentarzach czy dla kogoś stał się pomocny taki punkt widzenia.

Bruce Lee czy Clint Eastwood ?

Bruce Lee czy Clint Eastwood

            Zapewne wiele razy zastanawialiście się jak się zachować wobec zdarzeń czy osób, jaką postawę wybrać, godzić się na sytuacje czy sprzeciwiać, akceptować czy protestować, być w zgodzie z sobą czy się dostosować, ugiąć się czy walczyć, iść z prądem czy pod prąd, powiedzieć co się myśli, czy zatrzymać dla siebie.

Czy boimy się odezwać w grupie ludzi, na zebraniu w pracy, imprezie towarzyskiej, aby nie zostać odebranym jako siła przeciwstawna, która nie popiera pomysłu czy zachowania, bo pryśnie czar, atmosfera, możemy stracić przychylność, stanąć poza nawiasem, zbiorem, tłumem. Być może zyskamy ciche poparcie, ale na głos nie odezwie się nikt, rozważając korzyści i straty. Czy nasze słowo trafi jak ziarno na żyzny grunt czy na skałę, zaspokoimy własne ja, ale czy coś stracimy ? Oto dylematy, które co chwilę przychodzi nam rozwiązywać.

Poszukujemy wzorców, dobrych rad, sprawdzonych przykładów. Analizujemy, sprawdzamy  i doświadczamy.

Wiele zależy od tego czy jesteśmy silni czy słabi: fizycznie, psychicznie, społecznie, zawodowo, czy możemy liczyć na poparcie i ile stracić w razie niepowodzenia.

Jest powiedzenie, że z wysokiego stołka spada się bardziej boleśnie niż z niskiego. Dlatego też nie sądźcie, że osoby na wysokim stanowisku mogą sobie pozwolić na wiele. Lawirują, bo łączy ich wiele zależności.

Co natomiast łączy z tematem tytułowe postaci Bruca Lee i Clinta Eastwooda ? Odpowiedź jest prosta: obaj to silne osobowości, które zyskały sławę dzięki wybitnym rolom filmowym. Jako sławni aktorzy posiadają autorytet i rzeszę fanów oraz naśladowców.

Dlaczego jednak w tytule postawiłem wybór pomiędzy nimi ?

Bruce Lee mówił do swoich uczniów: bądź jak woda. Wlana do filiżanki, przyjmuje jej kształt, wlana do butelki przyjmuje kształt butelki. Te rady odnosiły się do walki, ale do życia też można je zastosować, w końcu życie to walka. Dostosuj się do sytuacji, wpasuj w jej kształt. Woda jest bliska człowiekowi nie tylko dlatego, że daje życie, ale ma też pamięć (tak, tak, możecie o tym poszperać w necie). Tak więc, bądź jak woda, dostosowuj się do sytuacji. Nie wiem, czy Bruce stosował tę zasadę także w kontaktach międzyludzkich, czy tylko  w sztuce walki. Wiadomo jedno, że na tym polu był najlepszy.

Natomiast w przypadku Clinta z większości jego ról przebija postawa niepokornego twardziela, idącego własnymi ścieżkami, zawsze mającego własne zdanie, nawet wobec przełożonych (inspektor Callahan). W życiu prywatnym Clint był i cały czas jest (!) bardziej łagodny, ale jego fizjonomia i małomówność była tak naturalna, że nie trudno mu było grać role twardzieli. Nigdy nie był przedmiotem afer i tematem dla kolorowych pism. To nie typ celebryty. Mógł sobie na to pozwolić, ale i czasy jego najlepszych ról też mu na to pozwalały. On nie był jak woda. Był jak skała, której woda nie drąży.

Nie rozstrzygam tu różnic pomiędzy przedmiotowymi aktorami. Podaję jedynie wybrane profile jako możliwy wzorzec, który może pomóc w nakierowaniu się na dalszą drogę i zachowanie w życiu. Czy wybierzemy wodę czy skałę ? Łatwiej być wodą, ale nie zawsze będzie to zgodne z naszą naturą i przekonaniami, z własnym mocnym ja. Jednak czy mocne ja jest takie dobre ? Może być ono częstą przyczyną naszych wewnętrznych i zewnętrznych burz. Urażona duma, honor, zasady i przekonania to boli.

Żeby była jasność, to ani Bruce Lee ani Clint Eastwood nie rezygnowali ze swoich zasad i honoru, przeciwnie –  trzymali się ich zawsze twardo. Ich przywołanie w tytule, to tylko pretekst do luźnych rozważań na temat możliwych postaw wobec sytuacji życiowych.

Gdzie jest Bóg ?

Zapewne niejeden człowiek się nad tym zastawiał. Najprostsza i powszechnie znana jest odpowiedź, że Bóg jest w niebie. Czy to wystarczy ? Dla wielu ludzi i dzieci jest to wystarczające. Z resztą odpowiedź ta zawarta jest w modlitwie „Ojcze nasz, któryś jest   w niebie”, „Bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi”. Wiele wyobrażeń religii chrześcijańskiej powiązanych jest z niebem. Stamtąd pochodzą aniołowie, Gwiazda Betlejemska, wznosimy oczy do nieba, boskie pochodzi z nieba…

Jednak jeśli ktoś zastanowi się co to jest niebo i gdzie ono jest ? Wysoko nad nami,  w chmurach, nad chmurami i wyżej kończy się ziemska atmosfera, zaczyna przestrzeń międzyplanetarna, międzygwiezdna, nieskończony kosmos w każdym kierunku. Gdzie tam szukać Boga ?

Może nie szukać aż tak daleko, ale łatwiej, prościej będzie szukać bliżej, bardzo blisko.

Bo przecież: przyjmujemy ciało Chrystusa podczas Komunii Świętej ! Czyli boskość trafia do naszego wnętrza ! Poza tym jest powiedzenie „Nie masz Boga w sercu”. Gdzie więc szukać Boga ? Nie szukajcie Boga w niebie, ale wewnątrz siebie !

Tak może będzie efektywniej, jeśli poczujemy się zobowiązani szukać dobra w sobie.

Spróbujcie myśleć w ten sposób. To nie nowość, gdyż jest powiedzenie używane często   w dawnych czasach „Idź z Bogiem” lub po prostu „Z Bogiem”.

Jest też teoria, że Bóg to nie istota, która przebywa w konkretnym miejscu. Bóg jest energią, która jest wszędzie i przenika wszystko. Taki sposób myślenia jest może trudniejszy, ale również pozwala mieć się na baczności przed robieniem złych rzeczy.

Ja proponuję ten łatwiejszy, czyli jeszcze raz:

Nie szukajcie Boga w niebie, ale wewnątrz siebie !

Wpływ żywienia na emocje

Miażdżąca większość tekstów dotyczących odżywiania dotyczy jego wpływu na nasze ciało, a zwłaszcza na przybór tkanki tłuszczowej. Niewielka część opisuje wpływ pokarmów na umysł – zdolność kojarzenia, zapamiętywania.

Są to analizy wpływu chemii zewnętrznej na chemię organizmu ludzkiego. Tysiące autorów argumentuje uzasadnienia dla dziesiątków sposobów odżywiania. Większość jest bardzo przekonująca i ma rzesze zwolenników. Na tzw. warsztat biorą białka, tłuszcze, węglowodany oraz towarzyszące im lub nie witaminy i składniki mineralne.

Rozważane są rodzaje, ilości tych składników oraz ich proporcje i jakość.

Proponowane diety bywają skrajne i zupełnie przeciwstawne, aż trudno uwierzyć, że dotyczą nas – ludzi tak samo zbudowanych z tych samych składników i funkcjonujących na tych samych zasadach. Weganizm, wegetarianizm, dieta śródziemnomorska, żywienie optymalne dieta paleo czy dieta wg grupy krwi to diety rodzajowo-ilościowe podające co i ile jeść,  a jakich produktów unikać. Celem jest zdrowie i dobre samopoczucie.

Oczywiście to jak się czujemy bezpośrednio wpływa na nasze emocje. Cieszymy się jak czujemy się dobrze i mamy dużo siły. Jesteśmy przygnębieni gdy coś nam dolega i mamy mało energii. I tu pojawia się słowo klucz, to słowo ENERGIA.

Nauki przyrodnicze kierują się do stwierdzenia, że wszystko posiada energię, czy promieniowanie. Pożywienie również ma energię, którą dietetyka dalekowschodnia nazywa „czi”, a zachodnia liczy ją w kilokaloriach. Generalnie wschodnie spojrzenie na żywienie przykłada się do ponadmaterialnych znaczeń produktów np. poprzez energie jin i jang, znaczenie pięciu żywiołów (drewna, ognia, ziemi, metalu i wody). To co przemawia na jego korzyść to tysiącletnia tradycja w odróżnieniu od stosunkowo krótkich doświadczeń zachodnich. Warto też dla własnej świadomości zauważyć, że wschód symbolizuje w religiach ducha i świętość, dlatego stare kościoły budowane na planie krzyża zwrócone są prezbiterium w tym kierunku.

Nie oznacza to jednak, że dalekowschodni sposób odżywiania jest najlepszy dla każdego miejsca na świecie, nawet pomimo klimatycznej różnorodności tamtych rejonów. Chodzi tylko o samo podejście do pokarmu jako do czegoś więcej niż tylko zlepka materii dającego ileś tam kalorii. Czy poza kaloriami jest jeszcze coś więcej, coś nieuchwytnego, niepoliczalnego ?

Jaką energię daje nam na przykład jabłko, marchewka, chleb, masło, ser, jajko, orzechy, mięso – czyli przedstawiciele tzw. piramidy żywieniowej. Nie będziemy zajmować się jednak ile dają kalorii, ile b, t, w (białko, tłuszcz, węglowodany),pomińmy też rozważania diety rozłącznej czyli co z czym można jeść, a co nie, a skupmy się na jakości energii, którą ze sobą niosą. Energii dobrej dającej dobre emocje, czy złej dającej złe emocje. Czy uda się tak podejść do tematu ? Czy poza strawną materią jest coś jeszcze co daje życie ? Nawet biorąc pod uwagę chińskie spojrzenie na pokarm z energiami czi, czy coś jeszcze jest ponad to lub współgrającego z czi ?

Gdy weźmiemy pod uwagę takie informacje jak:

  1. Są ludzie, którzy nie jedzą, tzw. breatharianie (breatharianizm). Z angielskiego – żywiący się powietrzem, a raczej energią kosmiczną w nim zawartą.
  2. Wiele jest osób, na które rodzaj i ilość pokarmu nie ma specjalnego wpływu, ci poszukują, próbują różnych diet i nie czują zmian lub zmiany są nikłe.
  3. „Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych” – tak powiedział Jezus wg Biblii Tysiąclecia.

wtedy mamy jakąś podstawę, żeby się zastanowić co jemy i co nam to daje, poza uczuciem sytości. Można analizować produkty lub można analizować swoje uczucia po ich zjedzeniu. Co myślimy jedząc pokarm roślinny jabłka, a co gdy jemy mięso. Podobno John Lenon powiedział kiedyś, że gdyby rzeźnie miały szklane ściany, to nikt nie jadłby mięsa…

Głodny człowiek jest zły, a zwłaszcza mężczyzna. Jest powiedzenie „przez żołądek do serca”. Czy jednak nasze uczucia muszą bazować tylko na zaspokojeniu głodu/potrzeby jedzenia ? Wiemy, że nie. Czy jedząc mięso jesteśmy zgodni z prawem bożym ? Przecież piąte przykazanie Dekalogu brzmi „Nie zabijaj”. Jednak święcimy wędliny podczas Świąt Wielkanocnych… Sprzeczność. Gdy jemy plasterek szyneczki, kotleta w panierce, to czy widzimy w tym byłą część żywej istoty ? Zapewne nie, ale gdy wyjmiemy kawałek świeżego mięsa z woreczka i kroimy go w plastry, to możemy czuć się nieswojo…, a gdy to mięso pachnie już nieładnie, to normalnie mamy w ręku kawałek trupa 🙁 Przerażenie ? Mocne słowa, ale taka jest prawda. Co czuje zwierzę przed zabiciem ? Strach, panikę, stres ogromny – czy to zostaje potem w mięsie ? Czy karmimy się negatywnymi emocjami, które to zwierzę czuło w swoim życiu ? Nie bez powodu chyba popularne stają się hasła: mleko od szczęśliwych krów, jajka od szczęśliwych kur…

Jest tak, że wiele osób nie wyobraża sobie życia bez mięsa, zapewne z powodu swojej silnej konstytucji, czyli inaczej mówiąc wyglądu – zewnętrznych cech. Zdecydowana większość z nich to mężczyźni o bojowym usposobieniu. Potrzebują energii yang, mocnej energii zawartej właśnie w mięsie. Kto z osób jedzących mięso jest spokojny zawsze i nie przejawia agresji ?

Z kolei wegetarian kojarzy się z osobami szczupłymi, przywiązującymi większą uwagę do spraw wyższego lotu, spraw duchowych, mało agresywnych.

Pytanie czy osoby mięsożerne są takie, bo jedzą mięso, czy też potrzebują mięsa do życia w zgodzie ze swoją osobowością wrodzoną ? Czy natomiast odżywiający się wyłącznie pokarmem roślinnym weganie są tacy, bo nie jedzą mięsa, czy też mięso nie jest im potrzebne do życia zgodnie z wrodzoną osobowością ?

Są oczywiście wyjątki, o których można poczytać na stronach promujących wegetarianizm. To aktorzy i sportowcy osiągający sukcesy pomimo nie jedzenia mięsa. Ich wygląd i zajęcia nie wskazują na osoby słabe. Podawanym przykładem jest mój ulubiony aktor Clint Eastwood. Od dziesiątek lat wzór męskiej osobowości i twardego charakteru jest ponoć wegetarianinem. Nie znalazłem jednak informacji jak długo. Myślę, że mniejszą część swego życia. Clinta jednak zawsze ciągnęło do wyższych uczuć. Poza rolami twardziela bez zbędnych emocji jest także kompozytorem, co świadczy o bogatym życiu wewnętrznym i wyobraźni.

c.d.n.

Jak się nie zdenerwować ?

Czy inne tytuły np. jak rozbroić stres, jak zachować spokój lub jak poradzić sobie ze stresem też byłyby dobre ? Ten ostatni miałby zapewne najwięcej wyników w przeglądarce internetowej, gdyż dotyka typowego problemu naszych czasów i poświęcono mu już bardzo wiele miejsca.

Tymczasem zauważcie, że postawienie odpowiedzi na pytanie jak poradzić sobie ze stresem to lekarstwo na skutek, a nie na przyczynę. Podobnie jak większość lekarstw w sklepie likwiduje objawy choroby a nie jej przyczynę. Stres czy stan zdenerwowania to bowiem skutek jakiegoś wydarzenia lub wypowiedzi, negatywnych lub których się obawiamy.                  To przyczyny, ale ich nie usuniemy, jeśli są niezależne od nas, a najczęściej właśnie są niezależne. Pomijam w rozważaniach takie przypadki jak choroba, rozstanie, śmierć, bo są one z kategorii smutków, a tu chodzi bardziej o nagłe wydarzenia dnia codziennego, które podnoszą nam ciśnienie, powodując szybką irytację, wzburzenie, zdenerwowanie. Na przykład wdepniemy w psią kupę, ktoś powie złe słowo, zajedzie drogę, zrobi coś nie tak jak według nas powinien.

Można dawać rady jak się wtedy uspokoić, ale to rada jak uspokoić wulkan, który już wybuchnął i narobił szkody. Lepiej więc nie doprowadzać do wybuchu. Ktoś zapyta: i co trzymać w sobie, to też szkodliwe. Nie. Po prostu i aż nie należy doprowadzić do kumulacji negatywnych emocji.

Wyobraźmy sobie, że pomiędzy przyczyną zdenerwowania a skutkiem, czyli wybuchem emocji jest moment, który możemy nazwać punktem zapalnym. Jak zapalnik w bombie, lont w petardzie. Przez negatywne wydarzenie zostaje przyłożony ogień do lontu. Jeśli zgasimy go na czas nie dojdzie do materiału wybuchowego, którym są nasze emocje. To bardzo krótki czas, chwila, w której musimy wykazać się opanowaniem.

Jak tego dokonać, jak zgasić ten ognik. Ponieważ wszystko dzieje się w sferze naszych myśli, uczuć, emocji możemy spróbować też użyć myśli. Myśl nasza niech będzie jak narzędzie, jak klapka, packa, która przykrywa i zdusza ogień. To przykład. Myśl też może być inna. Ważne jest skojarzenie jej z punktem zapalnym, wyobrażenie go sobie.

W tym miejscu wykorzystujemy znany mechanizm obrazowania pomocny przy zapamiętywaniu.

Jeśli mamy już konkretną myśl-obraz, której zadaniem ma być gaszenie ognia na loncie, to pora na sprawdzenie jej w praktyce. Sukces jak w sporcie zależy od stopnia wytrenowania. Czym dłużej będziemy trenować, tym większa szansa na powodzenie.

Sukcesu życzę, ale dużej liczby powtórzeń i coraz większych ciężarów już niekoniecznie 😉

Jakie myśli taki sen ?

Położyć się spać ze spokojną głową to marzenie i potrzeba chyba każdego z nas.

Jeśli mamy problemy, myślimy o nich także przed snem. Nie powinno tak być, bo to przeszkadza w zaśnięciu i w spokojnym śnie. To znane regułki, ale spróbujmy je przeanalizować w celu ich łatwiejszej realizacji, bo ktoś powie: łatwo powiedzieć, ale gorzej wprowadzić w życie. Tak jest, że wiemy jak ma być, ale z jakichś powodów i tak postępujemy i zachowujemy się inaczej. Można nas wtedy przyrównać do kulki wielokrotnie wystrzeliwanej w automacie do gry, która pędzi obijając się o różne przegródki i bramki, ale zawsze te same.

Pomimo, że kulka toczy się różnymi torami, to w długiej perspektywie czasowej da się zauważyć powtarzalność zdarzeń, będących udziałem naszych ruchów i zderzeń (tak zderzeń) losowych (?)

W uproszczeniu problemy można podzielić na 3 grupy:

  • problemy zdrowotne
  • problemy techniczne
  • problemy z ludźmi.

Zajmijmy się ostatnią grupą. Problemy z ludźmi wynikają z nieporozumień podczas komunikacji słownej. Coś komuś powiemy, a ta osoba zareaguje inaczej niż tego oczekujemy. Reakcja może być poprzez słowa lub czyn. Można coś powiedzieć lub niepowiedzieć, zrobić lub niezrobić wbrew oczekiwaniom drugiej strony. Powtarza się słowo oczekiwania, czym więc one są ?

To składowa wielu czynników, z których wywodzą się dwa główne:

  • system wartości,
  • cechy charakteru.

Rozbieramy dalej. Na system wartości składa się: wychowanie, czyli wartości1, które wyznawali nasi rodzice, dziadkowie oraz wartości2 nabyte przez nas samych w wyniku życiowych doświadczeń. I tu uwaga: wartości, które może dawać starsze pokolenie mają coraz mniejszy udział w wychowaniu. A jakie to są wartości ? Podstawowe, tworzące nasze korzenie, czyli Bóg, Honor, Ojczyzna. Ktoś się może skrzywić, że powiało patosem, ale zrobi to tylko dlatego, że jest pokój. W czasach częstych wojen, te trzy słowa miały dużo większe znaczenie niż obecnie. Poza przekazywaniem historii i tradycji starsze pokolenie uczy szacunku, tolerancji i wyrozumiałości. Obecnie dzieci mają dużo mniejszy kontakt ze swymi dziadkami i babciami niż 20 lat temu, bo coraz rzadziej z nimi mieszkają. W szkołach z kolei coraz mniejszym autorytetem cieszą się nauczyciele. Dlaczego ?

Jakie wartości nabywany na skutek życiowych doświadczeń ? Na przykład: dystans i pokora, które to cechy właśnie przychodzą z czasem.

Blisko już stąd do cech charakteru – drugiej grupy czynników determinujących nasze oczekiwania. To jest dopiero pole do rozważań tak zresztą starych jak cała ludzkość. Już bowiem tysiące lat temu zauważono, że ludzie mają cechy wspólne i cechy przeciwne. Pogrupowano ludzi według okresów urodzenia, przyporządkowano im cechy odpowiadające planetom, zwierzętom, roślinom i tak powstały różne systemy horoskopów, w tym najbardziej rozwinięta astrologia. Oprócz daty urodzenia do pełnej charakterystyki osoby potrzebna jest jeszcze znajomość imienia i nazwiska. Tu wkracza tradycja, a nawet mitologia, gdyż bardzo wiele imion ma pierwotne znaczenia w języku greckim. Wkracza też numerologia, która znakom i dźwiękom przypisuje wibracje subtelnej energii.

W Polsce najbardziej popularnym jest system 12 znaków zodiaku, choć niektórzy twierdzą, że powinno być ich o jeden więcej (Wężownik). Każdemu ze znaków przyporządkowane są określony cechy charakteru i predyspozycje. To samo z liczbami, a raczej cyframi, gdyż jest ich od 1 do 9. Jaką „jesteśmy” cyfrą obliczamy przede wszystkim na podstawie daty urodzenia, ale i z imienia i nazwiska też można wyprowadzić cyfrę.

Możemy teraz wrócić do głównego tematu. Jak wspomniałem na wstępie to czy dojdziemy z kimś do porozumienia zależy przede wszystkim od wzajemnych oczekiwań.

Na oczekiwania składa się wiele czynników. Jeśli będziemy świadomi jakie one są, to będziemy w stanie z większym prawdopodobieństwem przewidzieć reakcję zarówno drugiej osoby, jak i naszą. Jeśli jesteśmy na coś przygotowani, obojętnie czy dobrego czy złego, nasza reakcja może być spokojniejsza, z dystansem i tolerancją.