Archiwum kategorii: odżywianie

Wpływ żywienia na emocje

Miażdżąca większość tekstów dotyczących odżywiania dotyczy jego wpływu na nasze ciało, a zwłaszcza na przybór tkanki tłuszczowej. Niewielka część opisuje wpływ pokarmów na umysł – zdolność kojarzenia, zapamiętywania.

Są to analizy wpływu chemii zewnętrznej na chemię organizmu ludzkiego. Tysiące autorów argumentuje uzasadnienia dla dziesiątków sposobów odżywiania. Większość jest bardzo przekonująca i ma rzesze zwolenników. Na tzw. warsztat biorą białka, tłuszcze, węglowodany oraz towarzyszące im lub nie witaminy i składniki mineralne.

Rozważane są rodzaje, ilości tych składników oraz ich proporcje i jakość.

Proponowane diety bywają skrajne i zupełnie przeciwstawne, aż trudno uwierzyć, że dotyczą nas – ludzi tak samo zbudowanych z tych samych składników i funkcjonujących na tych samych zasadach. Weganizm, wegetarianizm, dieta śródziemnomorska, żywienie optymalne dieta paleo czy dieta wg grupy krwi to diety rodzajowo-ilościowe podające co i ile jeść,  a jakich produktów unikać. Celem jest zdrowie i dobre samopoczucie.

Oczywiście to jak się czujemy bezpośrednio wpływa na nasze emocje. Cieszymy się jak czujemy się dobrze i mamy dużo siły. Jesteśmy przygnębieni gdy coś nam dolega i mamy mało energii. I tu pojawia się słowo klucz, to słowo ENERGIA.

Nauki przyrodnicze kierują się do stwierdzenia, że wszystko posiada energię, czy promieniowanie. Pożywienie również ma energię, którą dietetyka dalekowschodnia nazywa „czi”, a zachodnia liczy ją w kilokaloriach. Generalnie wschodnie spojrzenie na żywienie przykłada się do ponadmaterialnych znaczeń produktów np. poprzez energie jin i jang, znaczenie pięciu żywiołów (drewna, ognia, ziemi, metalu i wody). To co przemawia na jego korzyść to tysiącletnia tradycja w odróżnieniu od stosunkowo krótkich doświadczeń zachodnich. Warto też dla własnej świadomości zauważyć, że wschód symbolizuje w religiach ducha i świętość, dlatego stare kościoły budowane na planie krzyża zwrócone są prezbiterium w tym kierunku.

Nie oznacza to jednak, że dalekowschodni sposób odżywiania jest najlepszy dla każdego miejsca na świecie, nawet pomimo klimatycznej różnorodności tamtych rejonów. Chodzi tylko o samo podejście do pokarmu jako do czegoś więcej niż tylko zlepka materii dającego ileś tam kalorii. Czy poza kaloriami jest jeszcze coś więcej, coś nieuchwytnego, niepoliczalnego ?

Jaką energię daje nam na przykład jabłko, marchewka, chleb, masło, ser, jajko, orzechy, mięso – czyli przedstawiciele tzw. piramidy żywieniowej. Nie będziemy zajmować się jednak ile dają kalorii, ile b, t, w (białko, tłuszcz, węglowodany),pomińmy też rozważania diety rozłącznej czyli co z czym można jeść, a co nie, a skupmy się na jakości energii, którą ze sobą niosą. Energii dobrej dającej dobre emocje, czy złej dającej złe emocje. Czy uda się tak podejść do tematu ? Czy poza strawną materią jest coś jeszcze co daje życie ? Nawet biorąc pod uwagę chińskie spojrzenie na pokarm z energiami czi, czy coś jeszcze jest ponad to lub współgrającego z czi ?

Gdy weźmiemy pod uwagę takie informacje jak:

  1. Są ludzie, którzy nie jedzą, tzw. breatharianie (breatharianizm). Z angielskiego – żywiący się powietrzem, a raczej energią kosmiczną w nim zawartą.
  2. Wiele jest osób, na które rodzaj i ilość pokarmu nie ma specjalnego wpływu, ci poszukują, próbują różnych diet i nie czują zmian lub zmiany są nikłe.
  3. „Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych” – tak powiedział Jezus wg Biblii Tysiąclecia.

wtedy mamy jakąś podstawę, żeby się zastanowić co jemy i co nam to daje, poza uczuciem sytości. Można analizować produkty lub można analizować swoje uczucia po ich zjedzeniu. Co myślimy jedząc pokarm roślinny jabłka, a co gdy jemy mięso. Podobno John Lenon powiedział kiedyś, że gdyby rzeźnie miały szklane ściany, to nikt nie jadłby mięsa…

Głodny człowiek jest zły, a zwłaszcza mężczyzna. Jest powiedzenie „przez żołądek do serca”. Czy jednak nasze uczucia muszą bazować tylko na zaspokojeniu głodu/potrzeby jedzenia ? Wiemy, że nie. Czy jedząc mięso jesteśmy zgodni z prawem bożym ? Przecież piąte przykazanie Dekalogu brzmi „Nie zabijaj”. Jednak święcimy wędliny podczas Świąt Wielkanocnych… Sprzeczność. Gdy jemy plasterek szyneczki, kotleta w panierce, to czy widzimy w tym byłą część żywej istoty ? Zapewne nie, ale gdy wyjmiemy kawałek świeżego mięsa z woreczka i kroimy go w plastry, to możemy czuć się nieswojo…, a gdy to mięso pachnie już nieładnie, to normalnie mamy w ręku kawałek trupa 🙁 Przerażenie ? Mocne słowa, ale taka jest prawda. Co czuje zwierzę przed zabiciem ? Strach, panikę, stres ogromny – czy to zostaje potem w mięsie ? Czy karmimy się negatywnymi emocjami, które to zwierzę czuło w swoim życiu ? Nie bez powodu chyba popularne stają się hasła: mleko od szczęśliwych krów, jajka od szczęśliwych kur…

Jest tak, że wiele osób nie wyobraża sobie życia bez mięsa, zapewne z powodu swojej silnej konstytucji, czyli inaczej mówiąc wyglądu – zewnętrznych cech. Zdecydowana większość z nich to mężczyźni o bojowym usposobieniu. Potrzebują energii yang, mocnej energii zawartej właśnie w mięsie. Kto z osób jedzących mięso jest spokojny zawsze i nie przejawia agresji ?

Z kolei wegetarian kojarzy się z osobami szczupłymi, przywiązującymi większą uwagę do spraw wyższego lotu, spraw duchowych, mało agresywnych.

Pytanie czy osoby mięsożerne są takie, bo jedzą mięso, czy też potrzebują mięsa do życia w zgodzie ze swoją osobowością wrodzoną ? Czy natomiast odżywiający się wyłącznie pokarmem roślinnym weganie są tacy, bo nie jedzą mięsa, czy też mięso nie jest im potrzebne do życia zgodnie z wrodzoną osobowością ?

Są oczywiście wyjątki, o których można poczytać na stronach promujących wegetarianizm. To aktorzy i sportowcy osiągający sukcesy pomimo nie jedzenia mięsa. Ich wygląd i zajęcia nie wskazują na osoby słabe. Podawanym przykładem jest mój ulubiony aktor Clint Eastwood. Od dziesiątek lat wzór męskiej osobowości i twardego charakteru jest ponoć wegetarianinem. Nie znalazłem jednak informacji jak długo. Myślę, że mniejszą część swego życia. Clinta jednak zawsze ciągnęło do wyższych uczuć. Poza rolami twardziela bez zbędnych emocji jest także kompozytorem, co świadczy o bogatym życiu wewnętrznym i wyobraźni.

c.d.n.

Jak leczyć koronawirusa ?

Zapewne w ostatnich dniach niejednemu z nas SEN z powiek spędzają informacje o szerzącej się epidemii koronawirusa. Jak sobie pomóc przed lub w trakcie jego obecności ?

Jak sama nazwa wskazuje jest to wirus i nie zwalczamy go antybiotykami jak bakterie.

W naszym kraju najważniejsze jest wspomaganie odporności poprzez suplementy a najlepiej żywność bogatą w witaminę C, bioflawonoidy, selen, cynk oraz witaminę D.

Wcześniej czy później wirus zapewne zmutuje jak nieustannie mutujące wirusy grypy i pojawi się koronawirus 1, 2, 3 lub A, B, C w zależności jakie dodatki zostaną przyjęte.

Kwaśny sen, kwaśna mina, kwaśna witamina

Dlaczego kwaśny sen ? Na podstawie pierwszego porannego moczu, w który zanurza się kolorowy papierek z oznaczeniami ph sprawdza się, czy organizm jest zakwaszony. Mocz powinien być lekko zasadowy, czyli mieć ph na poziomie 7,2 – 7,5. Czym mniejsza liczba, tym większe zakwaszenie, a to jest przyczyną gorszego samopoczucia i wielu dolegliwości.

Możemy więc mieć kwaśną minę jak czujemy się słabo i coś boli. Kwaśną minę można też mieć po zjedzeniu czegoś kwaśnego, ale wtedy w odróżnieniu od zakwaszenia przyczyna kwaśniej miny, czyli kiszona kapusta, ogórek lub inne warzywo jest dla nas wielce korzystna

Kwaśne, fermentowane warzywa, czyli kiszonki są bardzo zdrowe ze względu na zawartość korzystnych dla żołądka bakterii oraz witamin, zwłaszcza witaminy C w kapuście.

Ale uwaga witamina C to silny kwas, kwas askorbinowy.

W ostatnim czasie w kręgach medycyny naturalnej pojawiło się wiele publikacji niejako promujących zażywanie dużych i bardzo dużych dawek witaminy C rzędu od kilkuset do kilku tysięcy mg na dobę. Już kilka lat temu Jerzy Zięba w swych książkach pisał o leczeniu dużymi dawkami wit. C, a obecnie robi to Jean Marc Dupuis autor internetowej „Poczty Zdrowia”.

Jednak w samych kręgach medycyny naturalnej są w tej sprawie sprzeczności i tak:

Według lekarzy tradycyjnej medycyny wschodniej (TMC) duże dawki witaminy C są na co dzień nie wskazane, gdyż to silny kwas. Jedynym uzasadnieniem dużych dawek są silne stany zapalne (wykłady Claude Diolosa – światowy guru w dziedzinie TMC).

Także znana autorka ziołowych kuracji oczyszczających dr Huldy Clark oraz jej „promotorka” w Polsce Lilianna Elmborg w publikacji dotyczącej oczyszczania nerek pisze, aby podczas odkwaszania organizmu zmniejszyć dawki wit. C.

Z kolei od prowadzących sklepy zielarskie, którzy uczestniczą w szkoleniach, można się dowiedzieć, że witamina C zakwasza tylko sam żołądek, co akurat jest korzystne dla trawienia.

Tak więc sami widzicie, że nawet w przypadku najbardziej znanej witaminy jest tyle sprzeczności, że nie wiadomo komu zaufać. Najlepiej więc nie przesadzać w żadną stronę    i wypośrodkować. Biorąc pod uwagę duże w naszej cywilizacji dawki stresu i zanieczyszczeń, to witamina C w nieco większych niż zalecane kiedyś dawki jest na pewno potrzebna, bo pozwala przeciwdziałać negatywnym skutkom zagrożeń. Także w przypadku stanów zapalnych może mieć łagodzące działanie. Jednak stres i zanieczyszczenia oraz zła dieta zakwaszają organizm, więc po co dokładać do tego jeszcze duże dawki kwaśnej witaminy C ?

Jeść czy nie przed snem ? Pić czy nie przed snem ?

Śniadanie jedz jak król, obiad jak biedak, a kolację jak żebrak. To znane przysłowie w dzisiejszych czasach rzadko ma odzwierciedlenie w praktyce dnia codziennego. Ale czy kiedyś miało ? Większość osób pracujących poza domem śniadania może celebrować tylko w dni świąteczne, gdyż w dniu wolnym rano jest czas. Czas na spożywanie posiłków jest bardzo ważny. Jedzenie w pośpiechu nie sprzyja trawieniu, a jest nawet teoria, że posiłek powinien trwać minimum 20 minut, bo wtedy sygnał z mózgu odpowiednio stymuluje żołądek. To właśnie slow food czyli wolne jedzenie zaczyna coraz bardziej przebijać się do świadomości wielu osób poszukujących zdrowego stylu życia. Trzeba w tym miejscu dodać, że slow food ma nie tylko dosłowne znaczenie, ale przede wszystkim jest to sposób odżywiania się, w którym posiłki przygotowywane są od podstaw i z produktów ekologicznych.

Wracając do naszego przysłowia to w wielu domach miano królewskiego, czyli najbardziej obfitego posiłku zyskuje nawet nie obiad, ale tzw. obiadokolacja jedzona po powrocie z pracy. A że godziny pracy wzorem Zachodu przesuwają się coraz częściej na późne popołudnie, to i obiad łączy się z kolacją. Tym samym najadamy się wieczorem z reguły w domach, bo w odróżnieniu od cen i innych wzorców, płace nie doścignęły jeszcze tych zachodnich, aby jadać codziennie w restauracjach. Zyskują na tym sieci handlowe sprzedające żywność, których jest w Polsce taki ogrom, bo skądś to jedzenie trzeba brać do przygotowania w domu. I tak pełne żołądki na wieczór trawią już dużo wolniej niż w swoich wcześniejszych cyklach aktywności przypadających w godzinach 7.00 do 9.00 i 13.00 do 15.00. Te godziny wynikają z tzw. zegarów biologicznych naszych organów. Wolno trawiona żywność dłużej zalega w żołądku, powodując fermentację czyli gazy, wzdęcia i uczucie ciężkości. Duża ilość picia obciąża z kolei nerki i pęcherz moczowy. W rezultacie nasze organy wewnętrzne zamiast wypoczywać muszą pracować. Powoduje to osłabienie snu, jego spłycenie, a zwłaszcza fazy snu głębokiego tzw. delta. Poza nadmierną ilością jedzenia, ważne jest też co zjemy. Są bowiem produkty, które działają pobudzająco, zamiast kojąco. Należą do nich: kawa, herbata biała i zielona (czarna najmniej), kakao, czekolada – wszystkie z racji zawartości pobudzającej kofeiny. Źle na jakość snu wpływa też alkohol. Jednak gdy akurat zjedliśmy dużo, to alkohol wypity w małej ilości może pomóc, bo pobudza wydzielanie soku żołądkowego. Na drugim biegunie są produkty o działaniu uspokajającym, które sprzyjają dobremu spaniu. Są to głównie zioła takie jak melisa, chmiel, ziele męczennicy, kozłek lekarski, a także mleko (choć mleko nie każdy dobrze znosi). A dlaczego mleko ? – ktoś zapyta. Z powodu dużej zawartości wapnia, który działa rozluźniająco na mięśnie. Z tego samego powodu jako produkty dobre przed snem poleca się również migdały, ser twarogowy oraz orzechy włoskie z powodu -co odkryli amerykańscy naukowcy (!) – zawartości melatoniny (popularnie nazywanej hormonem snu). Czytając o tym zdziwiłem się, że produkt roślinny może zawierać hormon, ale na szczęście wyjaśnienie znalazłem szybko: melatonina powstaje z przemian tryptofanu i serotoniny. Tryptofan to aminokwas wspomagający wydzielanie melatoniny i to on jest obecny w nabiale i produktach roślinnych takich jak orzechy. Jest także w szpinaku. oraz w soku z wiśni.

Teraz uwaga: migdały, orzechy, ser są ciężko strawne ! Może dlatego w tekście z kręgu starej medycyny chińskiej czytałem o orzechach włoskich również polecanych na wieczór, ale wg przepisu: kilka orzechów długo gryzionych popić niewielką ilością mocnego alkoholu. Jeśli piszę już o orzechach, to warto podpowiedzieć osobom, które chciałyby skorzystać z powyższych rad, aby migdały były lepiej strawne należy je namoczyć na co najmniej kilka godzin przed spożyciem i obrać ze skórki, a orzechy włoskie dodatkowo wymoczyć w wodzie z solą dla pozbycia się ewentualnej pleśni, która w orzechach włoskich występuje bardzo często, zwłaszcza gdy kupujemy je w łupinach. Z kolei orzechy bez łupin mogą być zjełczałe. Mają wtedy taki ciemno-szklisty odcień. Przyjrzyjcie się orzechom włoskim łuskanym obecnym na półkach sklepowych. Większość z nich taka jest ! Tymczasem, pomyślcie w ilu gotowych produktach można spotkać orzechy włoskie. Kto w produkcji dla masowego spożycia bada je pod kątem zjełczenia lub pleśni ? Jest duża szansa, że orzechy zamówione w sklepach internetowych np. takie bakalie nie leżą na półkach w blasku światła. Są jeszcze tak popularne i wszędobylskie nawet w eko produktach orzeszki ziemne (arachidowe). Te smaczne orzeszki są najbardziej skażone przez grzyby – można poczytać w necie. Dlaczego tak rozwinąłem temat orzechów ? – bo na przykładzie „jedz orzechy” widać, że można łatwo sobie zaszkodzić korzystając z okrojonych zaleceń typu jedz, to tamto czy nie jedz tego, tamtego.

Jeśli chodzi o biały ser, to proszę o komentarze osoby, które jedzą go wieczorem.

Poza melatoniną jest jeszcze inny hormon odpowiedzialny za jakość snu. Jest nim hormon wzrostu, który w mózgu produkowany jest przede wszystkim w nocy i wpływa na czas fazy snu REM, w której występują marzenia senne i w której następuje odpoczynek psychiczny. Z tym odpoczynkiem psychicznym podczas marzeń sennych to wydaje mi się dziwne, tym bardziej, że jak czytałem w fazie REM mózg jest bardzo aktywny. Trudno w sumie żeby nie był jeśli śnią się nam bogate w emocje historie. Jeśli są to historie nieprzyjemne, czyli koszmary, to winę mogą ponosić zbyt późno zjedzone pokarmy lub złe miejsce do spania o czym pisałem w tekście Gdzie postawić łóżko. Wracając do hormonu wzrostu – jego wytwarzanie wspomaga aminokwas o nazwie glicyna, która w dużej ilości występuje w tkankach zwierzęcych zawierających kolagen (kości, chrząstki, skórki). Tak więc rosół, salceson, czy galaretka z nóżek cielęcych lub wieprzowych jest tu pożądana. Oczywiście zjedzone kilka godzin przed pójściem spać.

Wiemy już, że przed snem nie należy się najadać, ale można wtedy przygotować składniki do posiłku na dzień następny. Na przykład wypłukać i namoczyć fasolę, groch, kaszę, ryż, a nawet płatki (nie błyskawiczne). Co zyskujemy przez moczenie ?

  1. Zmiękczenie nasiona, ziarna w celu jego krótszego gotowania.
  2. Pozbycie się części fitynianów – związków chemicznych ograniczających przyswajanie minerałów.
  3. Energetyzacja. Moczenie powoduje aktywację procesów życiowych nasion i ziaren, przygotowuje do kiełkowania.

Pisałem wcześniej, aby przed snem nie spożywać czekolady ze względu na zawartość pobudzającej kofeiny, natomiast jest ona jak najbardziej wskazana w ciągu dnia. Zawiera bowiem dużo łagodzącego stres magnezu, a także potas, żelazo, mnóstwo flawonoidów i polifenole. Ważnym jest żeby była to czekolada gorzka, czyli o zawartości kakao powyżej 70 % i z upraw ekologicznych.

A teraz kilka rad spotkanych w necie o jedzeniu na noc:

https://www.ofeminin.pl/fitness-i-zdrowie/zdrowe-odzywianie/7-produktow-ktorych-nigdy-nie-powinnas-jesc-na-noc/lfjp8pgh

https://www.pepsieliot.com/4-szklanki/11221/5-istotnych-powodow-zeby-zjesc-banana-yyy-w-nocy.html

Zauważyliście sprzeczności ?